Mój wielki sen - Chiny.
Wyjazd Moja przygoda z krajem środka rozpoczęła się 29 czerwca, cztery dni po obronie pracy magisterskiej. Jako świeżo upieczony absolwent wyjechałem z Rzeszowa do Warszawy, by później, spędzając 16 godzin w samolotach i na lotniskach, dotrzeć do Szanghaju. Już z okna samolotu zaskoczył mnie ogrom tego miasta a moją szczególną uwagę zwrócił budynek Oriental Pearl Tower, wizytówki Szanghaju. Dla tych, którym same słowa nie wystarczą do wyobraźni zapewne lepiej przemówią liczby, na powierzchni 6 340 km2 żyje 22 miliony mieszkańców. Jednym zdaniem łatwo się tu zgubić, szczególnie jeśli ktoś z IAESTE nie pojawi się na lotnisku. Na szczęście moje obawy okazały się płonne. Zaraz po odprawie zobaczyłem Venny trzymającą kartkę formatu A4 z moim imieniem i nazwiskiem. Wymieniliśmy uprzejmości a później udaliśmy się do kasy zakupić bilet autobusowy do Hangzhou, miasta w którym miałem odbywać praktykę. Trasę około 300 km pokonałem na wpół drzemiąc i podziwiając okolicę. Moje pierwsze wrażenie jest zapewne łatwe do przewidzenia, mianowicie nie rozumiałem nic, poza anglojęzycznymi drogowskazami na autostradzie.
Hangzhou Około południa lokalnego czasu wjechaliśmy do Hangzhou, średniego, 6.5 milionowego chińskiego miasteczka. Dopiero po otwarciu drzwi klimatyzowanego autobusu zdałem sobie sprawę z tego, jak wysoka temperatura panuje na zewnątrz. Wyjście na dworzec można było śmiało porównać z przebywaniem w saunie, z tą tylko różnicą, że powietrze było rozgrzane do 45 a nie 90 stopni. Wilgotność natomiast utrzymywała się na podobnym poziomie 90%. Te doskonałe warunki cieplarniane sprawiły, że już po 10 minutach całe ciało było zroszone potem a ubrania przypominały stój gimnastyczny po godzinnym treningu. Na szczęście Wang Jin Jiang, pracownik firmy, który został wydelegowany aby mnie odebrać, zakupił dla mnie butelkę zimnej wody. Dzięki temu moja kondycja fizyczna nieznacznie poprawiła się i spojrzałem na świat z większą dozą optymizmu. Chwile później "złapaliśmy" taksówkę i udaliśmy się do mojego nowego mieszkania. Jak na chińskie standardy miałem szczęście: 2 klimatyzowane pokoje z dostępem do Internetu, salon, łazienka, kuchnia, lodówka, kuchenka mikrofalowa, etc. Wszystko sprawne, pozostało tylko posprzątać, cały tydzień i można było mieszkać. Już tego samego dnia poznałem Brazylijkę Katie, Hindusa Shubhama i jego rodaczkę Sonal, czyli pozostałych praktykantów. Pomimo widocznego na mojej twarzy i ciele zmęczenia, z uśmiechem na ustach zaprosili mnie wieczorem do klubu. Po krótkich negocjacjach przyjąłem zaproszenie i udałem się wieczorem we wskazane miejsce, gdzie poznałem większą część moich chińskich współpracowników. Właśnie w takich okolicznościach rozpoczął się mój chiński sen.
Pierwszy dzień w pracy W poniedziałek, po wyczerpującym weekendzie rozpocząłem praktykę w mojej firmie. Z zakładu pracy dostałem laptop, kartę identyfikacyjną i moje pierwsze zadanie, miałem zrobić prezentację o Polsce. Oprócz tego zapoznałem się z ważniejszymi osobami w moim departamencie oraz po raz pierwszy odwiedziłem miejsca, które przez następne sześć miesięcy wyznaczały mój rytm dnia, czyli stołówkę i kawiarnie na ostatnim, 21 piętrze. W związku z tym, że wspomniałem o stołówce, to napisze teraz o chińskim jedzeniu. Jak łatwo się domyślić podstawą pożywienia jest ryż, w dalszej kolejności warzywa i mięso. Jednak mięso jest specyficzne, bo krojone z kośćmi. W tym miejscu warto sobie wyobrazić całego kurczaka pokrojonego jak chleb i już wiecie o czym pisze. Na szczęście zasadę tą stosuje się tylko do drobiu. Inne typy mięsa, wieprzowina i wołowina są mniej uprzywilejowane i tu czasami kości brak. Generalnie są dwie drogi jakimi można podążać, odrzucenie lub akceptacja i ten kto wyjeżdża do Chin musi o tym pamiętać. Na koniec tego małego rozdziału podzielę się z wami kolejnym doświadczeniem, które przypadło mi w udziale. Jest to rzecz, której w Chinach nie da się uniknąć. morze ludzi wszelakiej postaci. Ludzie na chodniku, ludzie na rowerze, ludzie w autobusach i samochodach. Nic dodać, nic ująć tylko ludzie, ogromna poruszająca się we wszystkich kierunkach masa czarnych głów. Dla przeciętnego obywatela cywilizacji zachodniej, może się to zjawisko przejawiać jako chaos. Jednak przyglądając mu się z bliska i uczestnicząc w nim, jednostka może dostrzec pewne, niepisane zasady, które są sumiennie przestrzegane przez uczestników chaosu. Nadrzędna mówi, jeśli dostrzegasz wolne miejsce i jesteś w ruchu, to jedź, idź, rób cokolwiek, tylko nie bądź bierny, czyt. nie zatrzymuj się. W związku z tym normalnym jest, że przekraczając przejście dla pieszych, zwykły obywatel stoi na środku ulicy a za nim i przed nim przejeżdża sznur aut, autobusów, czy ciężarówek. Jakim cudem udaje im się nie przodować w statystykach wypadków, tego nie wiem i zapewne nigdy się nie dowiem. W każdym razie nadrzędna zasada działa i jest powszechnie stosowana.
Beijing, stolica północna Już w drugim tygodniu mojego pobytu w Chinach została mi złożona propozycja wyjazdu do Pekinu. Miałem do wyboru zostać 5 dni sam na mieszkaniu lub pojechać z pozostałą grupą "trainees". Kierując się trzeźwą analizą sytuacji i wrodzoną intuicją wybrałem bramkę numer dwa. Już następnego dnia zakupiliśmy bilety kolejowe, tzw. twarde siedzenie (są jeszcze dostępne miękkie siedzenia oraz twarde i miękkie łóżka), zarezerwowaliśmy hostel i zakupiliśmy prowiant na drogę, ni mniej ni więcej, tylko chińskie zupki. Zaraz po wejściu do przedziału magiczne słowo twarde siedzenie nabrało jak najbardziej materialnego znaczenia. Otóż siedzenie samo w sobie, wbrew nadanej jej nazwie, wcale nie jest twarde. Jest można by rzec miękkie, tak więc zastanawiasz się zapewne drogi czytelniku, gdzie tu jest haczyk? Jest on w.. ludziach a raczej w ilości jaką może zmieścić jeden wagon, a może zmieścić na prawdę sporo. Siedząc spokojnie, potrącany co chwilę przez człowieka lub walizkę, obserwowałem jak morze czarnych głów szybko i konsekwentnie zapełnia każdą wolną przestrzeń wagonu, nie pomijając korytarza. Właśnie w takich warunkach, po 16 godzinnej podróży dojechaliśmy do celu. Pekin powitał nas przyjemnie chłodnymi wieczorami, co umożliwiało spokojny i głęboki sen. Pierwszym miejscem, do którego skierowaliśmy nasze kroki była słynna w całych Chinach ulica Wang Fu Jing Da Jie, gdzie można było zjeść praktycznie wszystko, poczynają od kurczaka a na rozgwiazdach, konikach morskich, skorpionach i jedwabnikach kończąc. Następnego dnia zwiedziliśmy zakazane miasto i świątynie nieba a popołudnie spędziliśmy oglądając przedstawienie chińskich akrobatów. Punktem kulminacyjnym naszej wyprawy był Wielki Mur. Razem z poznaną parą amerykanów zdecydowaliśmy się zdobyć najtrudniej dostępną jego część. Cała wspinaczka zajęła nam 3 godziny a po osiągnięciu celu spotkało nas kolejne zaskoczenie, brak ludzi! Zachwyceni tym zjawiskiem pozostaliśmy na szczycie przez kolejną godzinę by później ruszyć w drogę powrotną do miasta. Ostatni dzień spędziliśmy zwiedzając plac Tian An Men oraz wioskę olimpijską, która swoim rozmiarem przypomina Rzeszów. Drogę powrotną spędziliśmy na twardym siedzeniu, tym razem podróżując 20 godzin.
Hej! Nazywam się Katarzyna Popczak i w czasie ostatnich wakacji dzięki IAESTE miałam możliwość odbycia zagranicznej praktyki zawodowej. Praktyka miała miejsce na Queen's University w Kingston, w Kanadzie i trwała dwa miesiące.Początkowo moja praca dotyczyła symulacji molekularnych oraz określania wielkości współczynnika dyfuzji atomów złota i ołowiu na podstawie wygenerowanych danych. Podczas tego etapu praktyki miałam okazję nauczyć się podstaw programowania w MatLabie oraz sporządzania artykułów naukowych w LaTeX-ie. Drugi miesiąc zajmowałam się badaniami nad mechanicznymi właściwościami biomateriałów. Głównym celem było zdeterminowanie wpływu dodatków pewnych substancji na wytrzymałośc mechaniczną i porowatość wytwarzanych materiałów.Czas spędzony w Kanadzie był dla mnie owocny nie tylko pod względem zawodowym, ale też towarzyskim. Nawiązałam kontakty ze studentami z różnych części świata, różnych środowisk społecznych, kulturowych i religijnych. Było to inspirujące i konstruktywne doświadczenie, które wpłynęło też na poznanie lepiej samej siebie oraz własnych zdolności i ograniczeń. Zachęcam wszytkich, którzy jeszcze się wahają i mają watpliwości do wzięcia udziału w prktyce, naprawdę warto, zdobyte wiedza i doświadczenie są bezcenne.
Swoją praktykę zagraniczną odbyłam w małym miasteczku Donauwoerth w Niemczech na południu Bawarii. Cały pobyt wspominam bardzo miło i każdemu polecam wykorzystanie (jeśli tylko macie taką możliwość) takiej szansy.
Mówiąc o "szansie" mam na myśli: - zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych - podszkolenie języka - poznanie ciekawych ludzi, nawiązanie nowych przyjaźni, a przede wszystkim przeżycie naprawdę wspaniałej przygody!
Pomimo tego, że w trakcie odbywania praktyki, ze względu na odległość, nie miałam możliwości kontaktu z innymi uczestnikami IAESTE oraz biurem w Niemczech, wszystko udało się wyśmienicie i odbyło bez żadnych problemów. Na miejsce dotarłam autokarem oraz pociągiem. Z dworca w Donauwoerth odebrała mnie kobieta, u której wynajmowałam pokój. Pracę rozpoczęłam już następnego dnia po przyjeździe, moim zadaniem było rysowanie projektów w AutoCadzie, z czym poradziłam sobie całkiem nieźle.
Sprawy finansowe: Niektórych, jak i mnie przed wyjazdem, może przerażać wysoki koszt takiej praktyki - nic bardziej mylnego!!! Koszt jaki poniosłam przed wyjazdem to: - wpłata na konto IAESTE - 280 zł (Niemcy) - ubezpieczenie - 60 zł - zakup biletu na przejazd - ok. 200 zł
Wynagrodzenie jakie otrzymywałam to 600 euro miesięcznie (za pierwszy miesiąc wypłacone pierwszego dnia pracy - abym mogła opłacić pokój i się utrzymać.). Koszt wynajęcia pokoju to 100 euro. Pozostałe 500 euro w zupełności wystarcza - naprawdę na "wszystko". W nagrodę za obowiązkowość i wykonane projekty otrzymałam jeszcze dodatkowo 300 euro. Naprawdę wszystkim polecam taki wyjazd, WARTO!!!
Jestem absolwentką Politechniki Rzeszowskiej Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska. Dzięki programowi IAESTE udało mi się wyjechać na praktykę do Irlandii Północnej i uznaję mój wyjazd za "strzał w dziesiątkę":) Jest bardzo dużo powodów, dla których chciałabym was wszystkich zachęcić do udziału w tego rodzaju praktyce. Przed wszystkim zdobywacie cenne doświadczenie zawodowe a tym samym wyrabiacie sobie kolejne cenne "punkty" w waszym CV, ale to nie wszystko. Zdecydowanie to ogromne korzyści językowe i kulturowe. Macie okazje zwiedzić dokładnie kraj, w którym odbywana jest praktyka jak i przyjrzeć się z bliska innej kulturze, zwyczajom, czy chociażby przyzwyczaić się do "dziwnego" akcentu, którego nie nauczono was w szkole;)
Przyznam się szczerze, że ta praktyka nauczyła mnie jeszcze jednej ważnej rzeczy. Nie boje się teraz spróbować szukać poważnej pracy w zawodzie za granica. Widzę więcej możliwości i wiem, że mogę im sprostać.
Rzeszow is a city which is a typical developing city and has really friendly, honest and fun-addicted people. Unlikely in the most of other Europe Countries, people like the foreigners and try to make easy the life for you. The IAESTE committee is really doing good job, even though they are new. If you visit Rzeszow alone, you could a little bit be bored but If you are from IAESTE, get ready to meet many crazy guys and girls. You should absolutely visit Solina (one of most natural and clean area in Europe). In Rzeszow life is so cheap especially food. It is not a big area and that's why transportation expenses is acceptable. Moreover You can rent or buy a bike and reach the all side of the city in 25 minutes. Rzeszow is not a historical city but neighbor cities Prezemsl (~100 km) and Krakow (2~2,5 hour by train) will satisfy you about history. What about social life ;-) Rynek is the main social area in Rzeszow. There are many cafes and bar at the towncenter. You can meet with beautiful girls or handsome guys at Rynek. If you cant don't worry because there is another guaranty way to find friend: Night Clubs... Akademia, Piano, Name of The City (me and a girl who I met just there took off our t-shirts and changed while everybody were looking at us at my first night there ;-)) If you got bored about big cities, skyscrapers, shopping centers, traffic jams...etc Rzeszow would be an excellent choice for getting knowledge about your professionalism and having good time. That's all for now... I hope that I could help to you. If you need my help on any subject anytime, please don't hesitate to get contact with me. It would be my pleasure... Best wishes... Kubilay -------> The first Turkish guy in Rzeszow ;-)))